PL EN DE

Polemika z artykułem „Repolonizacja energetyki wychodzi nam bokiem. Przepłacone aktywa węglowe i brak adwokata w Unii”

Na stronie businessinsider.com w dniu 25 września 2021 opublikowany został artykuł autorstwa Pana Redaktora Jacka Frączyka pt. „Repolonizacja energetyki wychodzi nam bokiem. Przepłacone aktywa węglowe i brak adwokata w Unii”, zawierający między innymi, tezę, jakoby prognozy Agencji Rynku Energii S.A. (dalej ARE S.A.) w zakresie cen uprawnień do emisji CO2 z 2016 r. zostały niedoszacowane i wpłynęły na niewłaściwe decyzje inwestycyjne zarządów państwowych spółek energetycznych. Agencja Rynku Energii polemizuje z tezami Autora.

ARE SA nie ma zamiaru odnosić się do głównej tezy artykułu mówiącej  o rzekomo nietrafionych inwestycjach w aktywa węglowe – jest to subiektywna ocena autora, do której jako dziennikarz ma zarezerwowane prawo. My te kwestie pozostawiamy do oceny uprawnionym  do tego organom nadzorczym i akcjonariuszom. Głos autora, jest z pewnością ważnym głosem w dyskusji, traktującej o kierunkach rozwoju energetyki, uwzględniających krajowe i unijne uwarunkowania. Nie ulega też wątpliwości, że aspekt ekonomiczny jest bardzo ważny przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, ale co warto przypomnieć, nie zawsze jest on decydujący. Zarządy spółek muszą przeanalizować znacznie szersze spectrum czynników, w tym np.: związanych  z bezpieczeństwem energetycznym, realizowaną strategią przedsiębiorstwa, czy też utrzymaniem miejsc pracy w danym regionie.

Wracając do meritum, analiza do której odwołuje się Autor, została przygotowana przez  ARE S.A. na zlecenie Departamentu Energetyki Jądrowej (dalej DEJ) Ministerstwa Energii w grudniu 2016 r. Projekcje cen uprawnień do emisji CO2 przyjęte do obliczeń nie zostały opracowane przez ARE S.A., ponieważ Agencja bazuje w tym zakresie na projekcjach przygotowywanych przez wyspecjalizowane jednostki badawcze. Zastosowane podejście zostało opisane w raporcie: 

„Projekcje cen uprawnień do emisji  CO2 (EUA) wyznaczono w sposób ekspercki, na podstawie długoterminowej prognozy Międzynarodowej Agencji Energii oraz najnowszych krótko- i długoterminowych prognoz prezentowanych przez ośrodki takie jak: Thomson Reuters, KfW Bankengruppe  oraz Carbon Pulse. Prognozy te zgodnie zakładają, że obecne niskie ceny uprawnień, spowodowane m.in. dekoniunkturą gospodarczą i w konsekwencji nadpodażą certyfikatów, nie odzwierciedlają przyszłych tendencji na rynku i do 2030 r. nastąpi istotny wzrost cen EUA. Powodem rewizji w górę przewidywań odnośnie przyszłych poziomów cen uprawnień do emisji CO2, są ustalenia szczytu unijnego z dnia 23-24 października 2014 r. w Brukseli, na którym nakreślono ambitną ścieżkę dekarbonizacji europejskiej gospodarki, oznaczającą w perspektywie 2030 r. redukcję emisji CO2 o 40% na poziomie UE w odniesieniu do roku 1990. Zakłada się, że rosnący trend cen uprawnień do emisji CO2 będzie utrzymany i po 2030 r. biorąc pod uwagę bardzo prawdopodobne dalsze zaostrzanie celów redukcji emisji w perspektywie 2050 r.”

Opracowane i przyjęte w analizie projekcje cen uprawnień do emisji CO2 przedstawiono w Tab. 1. Prognozy zaprezentowano w cenach stałych z 2015. Ceny bieżące (uwzględniające inflację) są wyższe. 


Warto tutaj przypomnieć, że w okresie w którym przygotowywana była analiza, ceny uprawnień do emisji CO2 kształtowały się na poziomie ok. 7 EUR/t. Okazuje się, że nawet dla takiej instytucji jak MAE, czy specjalizujących się w tym aspekcie ośrodkach badawczych, przewidzenie tak znaczącego wzrostu z jakim mamy do czynienia obecnie było niemożliwe.

Dziś już wiemy, że za obecnymi wzrostami cen, poza czynnikami fundamentalnymi, jak ogłoszony i przyjęty przez UE cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r., w dużym stopniu kryją się spekulacje na rynkach  instrumentów finansowych, dokonywane przez światowe fundusze inwestycyjne, głównie hedgingowe. Instytucje te upatrzyły sobie w ostatnim czasie europejski rynek uprawnień do emisji CO2, jako miejsce do w miarę bezpiecznego lokowania swoich instrumentów pochodnych, opartych głównie na prognozowanym wzroście cen CO2.

Obecną sytuację na rynku uprawnień  dodatkowo napędzają duże ilości świeżo dodrukowanego pieniądza.

Dodruk pieniądza odpowiada za wykreowanie baniek spekulacyjnych na wielu surowcach i aktywach. Dodatkowo, w tym samym okresie Komisja Europejska zadecydowała także o podwyższeniu celu redukcyjnego na 2030 r. z 40% założonego w analizie do 50%. W tym przypadku wystąpił czynnik polityczny również trudny do przewidzenia, aczkolwiek jak wspomniano w raporcie, dalsze zaostrzanie polityki klimatycznej było już z tamtej perspektywy bardzo prawdopodobne. Co będzie się działo w przyszłości z cenami uprawnień tego tak naprawdę nie wie nikt. Obecnie większość ośrodków prognozuje dalsze spektakularne wzrosty. Tymczasem nietrudno sobie wyobrazić nadejście kolejnego kryzysu, spowodowanego np. rosnącą inflacją, który doprowadzi do pęknięcia baniek spekulacyjnych, w tym tej występującej na rynku uprawnień do emisji CO2.

ARE cały czas utrzymuje swoje stanowisko, że ceny uprawnień będą rosły w długim terminie, ale nie będzie to wzrost ekspotencjalny, jak wielu teraz sądzi, ponieważ zbyt duży wzrost paradoksalnie mógłby hamować transformację energetyczną i negatywnie wpływać na rozwój gospodarczy. Będziemy mieli natomiast do czynienia z pewnymi cyklami, których trend będzie rosnący.

Co ciekawe, pomimo że obecne ceny uprawnień do emisji CO2 znacznie odbiegają od założonych w analizie na 2020 r. główne wnioski mają zgoła odmienny, od prezentowanego w artykule Pana Redaktora Frączyka, wydźwięk. Mianowicie, praca ta wykazała konieczność budowy nowych bezemisyjnych źródeł energii elektrycznej, charakteryzujących się stabilnością generacji, które w bilansie energetycznym będą odgrywały niezwykle ważną rolę. Chodzi głównie o elektrownie jądrowe, które w naszym miksie energetycznym mogłyby stanowić nie tylko źródło stabilnych dostaw energii, ale również ograniczać emisję gazów cieplarnianych. W żadnym z wniosków omawianej analizy nie rekomenduje się budowy czy inwestycji w elektrownie węglowe.

Wręcz przeciwnie: 

„Wyniki analiz wskazują (Rys. 2), że technologie jądrowe wytwarzania energii elektrycznej uruchamiane ok. 2030 r. są konkurencyjne wobec innych, nawet najtańszych źródeł klasycznych pracujących w podstawie obciążenia systemu, przy koszcie uprawnień do emisji CO2 powyżej 35 €’2015/tCO2. Konkurencyjność źródeł jądrowych rośnie w latach późniejszych ze względu na przewidywany wzrost cen paliw organicznych i opłat za uprawnienia do emisji CO2.”

I dalej: 

„Konieczność wypełnienia przez nasz kraj wymogów w zakresie redukcji emisji CO2, ograniczone możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii oraz małe prawdopodobieństwo zastosowania instalacji CCS na skalę przemysłową (koszty, względy techniczne) powodują, że na dzień dzisiejszy, energetyka jądrowa wydaje się być rozwiązaniem uzasadnionym technicznie i ekonomicznie. Jest ona opcją najtańszą spośród tych, które zapewniają jednocześnie największy poziom stabilności dostaw i kosztów energii elektrycznej oraz redukcję emisji gazów cieplarnianych.”

Pan Frączyk pisze też w swoim artykule, że „z analizy wynikało, że inwestycja w elektrownie węglowe uruchamiane w 2020 r. to był jeden z najbardziej efektywnych wyborów”, posiłkując się zapewne rysunkiem, który  zamieszczamy poniżej. 



Widać na nim, że przy cenie 20 EUR/t cztery technologie uważane za konwencjonalne (el. na węgiel kamienny, węgiel brunatny, gaz ziemny i jądrowe pracujące w podstawie obciążenia, charakteryzują się zbliżonymi wartościami wskaźnika LCOE (ang. Levelized Cost of Electricity). Ale w pracy wyraźnie podkreślono w wielu miejscach, że prognozy uprawnień do emisji CO2 są obarczone dużą niepewnością i należy podchodzić do nich z dużą rezerwą. Zwracano na to uwagę wielokrotnie  w raporcie:

„Oszacowania LCOE są bardzo wrażliwe na zmianę podstawowych danych i założeń przyjętych w obliczeniach, w szczególności kosztów inwestycyjnych, kosztów paliw i pozwoleń do emisji CO2, kosztów utrzymania i eksploatacji, profilu operacyjnego, współczynniku obciążenia oraz stóp dyskontowych. Dlatego też niniejszy raport zawiera analizę wrażliwości pozwalającą przechwycić niektóre z tych niepewności poprzez zastosowanie zakresów wartości wokół kluczowych danych/założeń.”

„Ze względu na znaczną niepewność co do przyszłych cen uprawnień do emisji CO2, w analizie wrażliwości rozpatrzono warianty znacznego odchylenia wartości tych uprawnień zarówno w dół jak i w górę od przedstawionego scenariusza referencyjnego.”


W pracy/raporcie zamieszczono szczegółową analizę wrażliwości, która wskazuje na znaczne ryzyko wzrostu kosztów wytwarzania w jednostkach węglowych pod wpływem wzrostu cen uprawnień do emisji CO2.

Pan Frączek pisze również, że „OZE wciąż w wyliczeniach były mniej konkurencyjne, choć wiatraki lądowe doganiały elektrownie na węgiel kamienny.” Z tym, że wiatraki pełnią zupełnie inną funkcję niż elektrownie cieplne, stąd porównywanie tych znacząco różniących się technologii nie ma najmniejszego sensu. Celem pracy było wskazanie najtańszej opcji zapewniającej stabilne dostawy energii elektrycznej. 

Metoda LCOE pozwala na porównanie różnych technologii, przy czym porównanie to pozwala ocenić jedynie koszt budowy i eksploatacji. LCOE nie uwzględnia zarówno zmienności dziennego i sezonowego zapotrzebowania na energię elektryczną w regionie, w którym rozważany jest nowy projekt, jak i charakterystyki istniejącej floty wytwórczej, do której zostaną dodane nowe moce. Ponadto metoda LCOE nie zapewnia również wglądu w wyniki finansowe konkretnego projektu na wszystkich etapach jego życia i w efekcie LCOE nie jest wystarczającym wskaźnikiem określającym ostatecznie rentowność lub konkurencyjność projektu. Inwestorzy bazują na analizie znacznie większej liczby parametrów jako danych wejściowych w procesie podejmowania decyzji, takich jak np. wartość bieżąca netto (NPV), wewnętrzna stopa zwrotu (IRR), marże itp. Ponadto uśrednione szacunki kosztów są w dużym stopniu uzależnione od bazowych danych i zastosowanych założeń dla różnych parametrów kosztów. 

Uśrednione jednostkowe koszty wytwarzania energii elektrycznej (LCOE) odpowiadają kosztowi inwestora przy założeniu pewności kosztów produkcji i stabilności ceny energii elektrycznej. Co do zasady, metoda LCOE wykorzystywana jest przez decydentów do analizy instrumentów wsparcia  np. taryf gwarantowanych, kontraktów różnicowych.

Innymi słowy, na podstawie analizy LCOE nie mogą być podejmowane ostateczne decyzje inwestycyjne. Wyniki porównań kosztów wytwarzania energii elektrycznej z zastosowaniem metody LCOE stanowią jedynie wstęp do dalszych pogłębionych analiz.


Agencja Rynku Energii
© 2021 Agencja Rynku Energii S.A.

Agencja Rynku Energii S.A. 00-950 Warszawa 1 skrytka pocztowa 143